czwartek, 27 marca 2014

Rozdział X

Byłam coraz bardziej stęskniona za Michaelem. Bardzo mi go brakowało. Dni mijały niemiłosiernie. Pewnego razu wróciłam szybciej do domu. Rodziców jeszcze nie było. Zazwyczaj wracali późnym wieczorem. Kiedy się rozebrałam, usłyszałam huk.
-Au!
Po chwili rozległ się dźwięk dzwonka. Otworzyłam i zobaczyłam tam Mika, trzymającego się za głowę.
-Co sobie znów zrobiłeś?
-Uderzyłem się o daszek. 
-Wejdź, dam ci zimny okład. 
Michael usiadł w kuchni przy stole, a ja dałam mu worek z lodem. Przyłożył go sobie do czoła. Zasiadłam naprzeciw. 
-Cieszę, się, że jesteś. 
-Jakoś do tej pory mnie nie przytuliłaś. 
Wstałam i usiadłam mu na kolanach, a Mike przycisnął mnie mocno do siebie.
-Stęskniłem się za tobą- szepnął.
-Ja za tobą też- wymruczałam w jego szyję. 
Siedzieliśmy tak przez długi czas. Przytuleni do siebie i bez słowa. 
-Jesteś głodny?
-Jak pies. 
-Zrobię ci coś do jedzenia.
Wstałam z jego kolan i zaczęłam krzątać się po kuchni. Zrobiłam mu naleśniki. Pod wieczór usiadłam z Michaelem na kanapie w salonie. Zaczął opowiadać mi o nagrywaniu płyty. Położyłam głowę na jego kolanach. Głaskał mnie po niej.
-Zaśpiewasz mi coś?- zapytałam.
-Kiedy tylko zechcesz.  

Całkiem sam, mówię swoje życzenie spadającej gwieździe
Czekam, aż mnie odnajdziesz
Pewnej słodkiej nocy, której spotkam
Nieznajomego, który zostanie moim przyjacielem

Kiedy nagle ktoś w ciemnościach wyciąga ku tobie dłoń
Rozpala iskierkę, która rozświetla ciemność
I mówi ci, że nigdy już nie będziesz się bał
A wówczas gdzieś w głębi serca czujesz ciepło
Światła, które będzie cię ogrzewać, gdy w nocy zawieje wiatr
Było to zapisane w gwiazdach i wiem,
Mój przyjacielu, że moim kimś jesteś ty

Obiecaj mi, że zawsze będziemy
Razem przemierzać świat
Trzymając się za ręce, marzeniom nie będzie końca
Mój sekretny przyjaciel z gwiazd i ja

Kiedy nagle ktoś w ciemnościach wyciąga ku tobie rękę
Rozpala iskierkę, która rozświetla ciemność
I mówi ci, że nigdy już nie będziesz się bał
A wówczas gdzieś w głębi serca czujesz ciepło
Światła, które będzie cię ogrzewać, gdy w nocy zawieje wiatr
Poszukaj na niebie tęczy
Wierzę, że ty i ja
Nigdy nie powiemy sobie "żegnaj"
Bo gdziekolwiek będziesz
Spojrzę się w niebo i zobaczę
Mojego kogoś w ciemnościach
Gdziekolwiek będziesz
Spojrzę się w niebo i zobaczę
Mojego kogoś w ciemnościach

-Jest piękna.
-Dziękuję. Napisałem ją, kiedy się nie widzieliśmy. Dopisywałem za każdym razem coś nowego, aż w końcu udało mi się ją skończyć. 
-I pamiętaj, że zawsze będę przy tobie. 
-Ja przy tobie też. 
Nie wiem nawet, kiedy zasnęłam. Obudziłam się rano w swoim pokoju. Przetarłam oczy.
-Michael?
-Nie siostrzyczko. 
-Desmond?
-Zgadłaś.
-Co ty tu robisz?
-Mieszkam.
-Co robisz w moim pokoju?
-A. Przyszedłem ci powiedzieć, że Michael zaprosił cię na piłkę.
-Na piłkę? Jesteśmy dziećmi?
-On najwyraźniej tak się czuje. 
-No dobra. Zadzwonię do niego.
-Nie musisz. Siedzi na dole.
-Słucham?!
Zerwałam się z łóżka i cicho przekradłam do łazienki. Ubrałam się, umyłam, uczesałam i zeszłam na dół. 
-Cześć Mike.
-Cześć Jess. Gotowa?
-A śniadanie?
-O to się nie martw. Chodź.
Wzruszyłam ramionami i poszłam posłusznie za Michaelem. Zabrał mnie na boisko. Czekali tam już LaToya, Janet, Marlon i Tito. 
-Co powiesz na rundkę kosza?- zapytał mnie Mike.
-W szóstkę?
-Tak.
-Nie sądzisz, że to trochę za mało?
-Nie. 
-Jakie rozwinięte wypowiedzi. 
-Wiem.
Przewróciłam oczami. 
-Niech ci będzie. 
Okazało się, że ja z Marlonem i Tito wygraliśmy. Mike, LaToya i Janet pogratulowali nam i usiedli sobie na ławce. Ja z Michaelem ćwiczyłam rzuty osobiste. Nagle na boisko weszła banda dziewiętnastolatków. 
-A co wy robicie na naszym boisku?!- zapytali Michaela.
-Waszym? Ono jest dla wszystkich.
Nagle obok nas pojawiła się reszta obecnych Jacksonów. Mike dał znak mi i dziewczynom, że mamy się odsunąć.
-Chyba Bóg cię opuścił, że ze mną zadzierasz. 
-Wystarczy mi twoja matka- odrzekł Mike. 
Nagle zanim się obejrzałam rzucali się na siebie z pięściami. W końcu dali sobie spokój. Wróciliśmy do domu. Michael miał podbite oko. Dałam mu coś, żeby mu nie spuchło. 
-Dzięki...
-Zawsze musisz coś sobie zrobić?
Wzruszył ramionami uśmiechnięty. Nagle złapał mnie za rękę i przyciągnął na swoje kolana.
-Jesteś moim aniołkiem.
-Chyba nie z tego końca. 
-Wiem co mówię.
Przytknęłam swoje czoło do jego. Nagle zobaczyłam, jak jego twarz zbliża się do mojej. Poczułam nacisk na ustach. Mike ścisnął mnie w pasie i mruknął zadowolony. Zamknęłam oczy i cieszyłam się chwilą. W końcu odsunęliśmy się od siebie. Michael pogłaskał mnie po policzku. 
-Tylko teraz mi nie ucieknij.
-Nie ma opcji- znów go pocałowałam.
Kiedy się odkleiliśmy, powiedział:
-Wiesz, ile na to czekałem?
-Pewnie długo.
-Szmat czasu. Kocham cię Jessie.
-Ja też cię kocham. Już nawet lepiej z twoim okiem. Jeszcze jest tylko lekko fioletowe, ale poza tym wygląda normalnie. 
-Masz uzdrawiające zdolności królewno. 
-A ty chyba powinieneś iść już poćwiczyć głos, prawda?
-Może i tak, ale jutro się mnie tak łatwo nie pozbędziesz. 
Odprowadziłam go do drzwi. Zanim odszedł, pocałował mnie długo i namiętnie. 
-Dobranoc królewno.
-Dobranoc Mike. 
Zobaczyłam tylko, jak znika za płotem. Zanim poszłam spać, wyszłam w szlafroku i piżamie na balkon. Jego balkonik i mój były tak blisko, że mogliśmy się złapać za ręce. 
-Ślicznie wyglądasz- odrzekł.
-A ty za to masz ładną koszulę.
-Ty mi ją kupiłaś.
-Wiem.
Uśmiechnął się szeroko. 
-Skromna, jak zawsze.
-To cała ja. 
-I mam nadzieję, że nigdy to się nie zmieni. 
-Nie masz się o co martwić. Przynajmniej na razie. 
-Już ja tego dopilnuję. Posłuchaj... powiedziałaś już rodzicom?- pogłaskał się po karku. 
-Nie, jeszcze nie. A ty?
-Też nie.
-Chcesz... utrzymać to w tajemnicy?
-Tak chyba na razie będzie lepiej- odrzekł uśmiechnięty- Kocham cię, wiesz?
-Ja ciebie też. 
-Idź już spać mój aniołku, żebyś miała siły na jutro.
-Dobrze. Dobranoc.
-Dobranoc skarbie.
Weszłam do łóżka, przykryłam się pościelą pod samą brodę i zasnęłam, śniąc o dalszym życiu z moim ukochanym muzykiem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz