Wykładowca rozdał nam testy.
-Macie dokładnie czterdzieści pięć minut. Powodzenia.
Okej, spokojnie. Pytanie pierwsze. "Masa protonu jest większa od masy elektronu : a – 10 x, b + 1840 x, c – 2 x"... CO?! Nie wiedziałam, że uczę się tu łaciny. Okej, skupienie. A, B, C, C ,D, A, D, B, B, A i C.
-Koniec czasu!
Oddałam moje wypociny nauczycielowi, gdy zadzwonił dzwonek. Pod drzwiami czekał już na mnie Mike.
-I jak?
-Nijak.
-Jak to "nijak"?
-Normalnie. Pewnie dostanę co najwyżej tróję.
-Będzie dobrze.
Spojrzałam na niego z uniesioną brwią. Poszłam do szafki. Na szczęście była obok sali Mika. Wtem podszedł do mnie Jacob.
-Hej piękna.
-Daj mi spokój Jacob. Nie mam dzisiaj humoru.
-A co się stało?- nie dawał za wygraną.
-Nieważne. Zostaw mnie.
-Może ja ci go poprawię?- odrzekł przyciskając mnie do szafek.
-EJ!- usłyszałam zza pleców Jacoba.
Odwrócił się. Stał tam Michael.
-Jessie nie życzy sobie, żebyś się jej narzucał.
Wyglądał groźnie. Loki opadały mu na czoło, przez co wydawał się jeszcze bardziej niebezpieczny, ale i atrakcyjny.
-No i?
-Zostaw ją- warknął przez zaciśnięte zęby.
-Bo co?
-Bo ci przywalę.
Puścił mnie i podszedł do Mika. Byli tego samego wzrostu, więc szanse były bardzo wyrównane. Jacob zamachnął się na mojego wybawcę, ale ten schylił się i wykonał kontrę w jego szczękę. Jacob cofnął się trzy kroki do tyłu, ale już po chwili ruszył na niego z powrotem. Mike wykonywał zgrabne i szybkie uniki. Jacob po chwili leżał na ziemi.
-I żebyś nigdy więcej się jej nie narzucał.
Rzuciłam się Michaelowi na szyję i mocno uściskałam.
-Panie Jackson, Panno Morgan. Proszę do mnie- odrzekł dyrektor.
Poszliśmy za nim do gabinetu i usiedliśmy naprzeciw niego.
-Nie życzę sobie bójek w mojej szkole Panie Jackson. Zostaje pan zawieszony na dwa tygodnie w prawach ucznia.
-Słucham?!- krzyknęłam- Jak pan może go zawieszać?! On tylko chciał mnie bronić!
-Co to za ton Panno Morgan?!
-Co to za głupie reguły i kary?!
-Pani za to nie zostanie wpuszczona na bal, który odbędzie się za tydzień!
-Ale...
-Koniec dyskusji! Żegnam!
Wyszliśmy z gabinetu. Mike nie wydawał się tym przejęty, że został zawieszony. Ja wręcz odwrotnie. Byłam zrozpaczona, że nie pójdę na tak ważny dla mnie bal.
-Przepraszam cię...- powiedział zawstydzony.
-Nic się nie stało. Dziękuję, że mi pomogłeś.
-Nie ma za co. To mój obowiązek, żeby ratować moją królewnę.
Zarumieniłam się. Tydzień minął strasznie szybko. Nadszedł dzień balu. Nagle zadzwonił telefon.
-Halo?
-Jessie. Jezu, tak mi przykro, że nie możesz iść.
-Nic się nie stało. Miłej zabawy.
-Dziękuję.
Rozłączyłam się. Usłyszałam pukanie do drzwi. Stał tam Michael w garniturze.
-Co ty tu robisz?
-Posłuchaj. Chciałem cię przeprosić za to, że narozrabiałem. Więc przyszedłem ci zrobić bal zastępczy tutaj.
-W domu?
-Owszem. A teraz idź się przebrać w jakąś sukienkę. Poczekam na dole.
-Ale...
Wystarczyło jego jedno spojrzenie, żebym zamilkła i zrobiła to, co każe. Weszłam na górę i ubrałam szarą suknię balową. Uczesałam włosy i szybko się umalowałam, po czym zeszłam na dół. Stanęłam na przedostatnim stopniu. Mike spojrzał na mnie wielkimi oczami i powiedział:
-Wow. Pięknie wyglądasz.
Zarumieniłam się.
-Tylko tak mówisz.
Uśmiechnął się, skłonił wyciągając rękę i powiedział:
-Mogę prosić?
Złapałam ją nieśmiało. Mike pociągnął mnie za nią tak, że stanęliśmy bardzo blisko siebie. Położył sobie moje ręce na karku, a sam złapał mnie w pasie. Zaczęliśmy kołysać się w rytm muzyki. Patrzyłam mu głęboko w oczy. Widziałam w nich troskę i wyrzuty sumienia. Michael to był mój anioł stróż, ale również ktoś, na kim mi cholernie zależy.
-Wszystko w porządku?- wyrwał mnie z zamyślenia.
-Hm? O, tak. Wszystko gra.
-O czym myślałaś?
-O niczym ważnym.
-Wiesz, że widzę, kiedy coś się dzieje. Mów mi tu zaraz.
Westchnęłam.
-Myślałam o tym, że ciężko by mi było bez ciebie.
Michael przestał nas kołysać i przytulił mnie do piersi.
-Przecież wiesz, że nigdy cię nie opuszczę królewno.
-Tak, wiem, ale...
-Ale?
-Ale jesteś dla mnie bardzo ważny...
-Ty dla mnie też.
Chyba nie zrozumiał o co mi chodziło. Ale może to i lepiej. Chyba byłam zbyt pochopna. Zostawmy to tak, jak jest. Następnego dnia, czyli w sobotę, poszliśmy razem nad jeziorko. Było dość ciepło. Słońce świeciło, nie było wiatru, czyli idealnie. Zabrałam moje rzeczy do szkiców i usiedliśmy na kocu.
-Pokaż- powiedział Mike.
-Jeszcze nie.
-Proszę.
-Jeszcze nie, daj mi chwilę.
Po dwudziestu minutach westchnęłam:
-Gotowe.
-Mogę już zobaczyć?
Podałam mu kartkę z rysunkiem. Był na niej on, leżący tak, jak teraz.
-Przystojniak- odrzekł.
Zaśmialiśmy się oboje.
-Ale tak na serio, to śliczny obrazek.
-Wcale, że nie.
-Wcale, że tak. Nie kłóć się królewno.
-Ja się nie kłócę.
-Kłócisz.
-Wcale nie.
-A właśnie, że tak.
-Właśnie, że nie.
-Właśnie, że tak.
-Okej, dość.
-Wygrałem.
-Nie, nie wygrałeś.
-Właśnie, że wygrałem.
-Wcale, że nie.
-Wiem, jak postawić na swoim.
Michael wstał i zaczął tańczyć przede mną. Ludzie zaczęli się patrzeć.
-Mike, siadaj do cholery- zaśmiałam się.
-Dopiero, jak przyznasz mi rację.
-Nie ma mowy.
-To czas na "The Way You Make Me Feel".
-No dobra, dobra. Wygrałeś. A teraz siadaj na tyłek.
Mike usiadł zadowolony z siebie.
-Jesteś okropny.
-Więc wygrałem?
-Tak, wygrałeś.
Po chwili ciszy dodał:
-Ale nie mów, że ci się nie podobało.
Szturchnęłam go żartobliwie. Po chwili podszedł do brzegu jeziorka, włożył ręce do kieszeni i spojrzał przed siebie. Wydawałoby się to takie poetyckie, gdybym nie wpadła na pomysł. Zakradłam się do niego i popchnęłam tak, że wpadł do wody. Zaczęłam się śmiać. Kiedy się wynurzył, otarł dłonią twarz i krzyknął z uśmiechem:
-No wiesz co?! Brałem dzisiaj już prysznic!
-Wybacz, ale nie mogłam się powstrzymać.
Podałam mu rękę, ale zamiast wyjść, to Mike pociągnął mnie do wody. Wypłynęliśmy oboje na brzeg i zaczęliśmy suszyć się na kocu.
-Zepsułaś mi fryzurę- odrzekł śmiejąc się.
Usiadłam po turecku naprzeciw niego i zaczęłam układać jego mokre włosy.
-Lepiej?
-Tak, dziękuję.
Siedzieliśmy pod drzewem oglądając zachód słońca. Na szczęście byliśmy już susi. Opierałam się o stary, gruby pień dębu i podciągnęłam kolana pod brodę. Słyszałam, jak Michael wziął głęboki oddech.
-Lubię siedzieć w ciszy i oglądać piękno natury- odrzekł.
-Tak, ja też.
Odprowadził mnie pod drzwi i cmoknął w policzek. Po chwili zrobił się czerwony i spuścił głowę.
-Przepraszam, ja... nie powinienem...
Nie dałam mu dokończyć, tylko też cmoknęłam go w ten jego ciepły różowy policzek. Potarł kciukiem mój i delikatnie szepnął:
-Dobranoc królewno.
-Dobranoc Mike.
Oparłam się plecami o ścianę i westchnęłam, po czym poszłam się wykąpać i rzuciłam się na łóżko. Dobrej nocy Mike- pomyślałam i zasnęłam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz