Rano zeszłam smutna na śniadanie. Tego co stało się poprzedniego wieczoru nie chciałam pamiętać. Zepsułam naszą przyjaźń, którą tak pielęgnowaliśmy. To wszystko moja wina.
-Coś się stało córeczko?- zapytała mnie mama.
-Nie, tylko... ech, nieważne.
-Coś z Michaelem?
Nic nie powiedziałam, tylko spuściłam wzrok. Tego dnia przyjechała moja ciocia z wujkiem i ich nowym synkiem Alanem. Miał dopiero rok. Lubiłam się nim opiekować. Był słodki.
-Jessie, jak ty wyrosłaś.
-Cześć ciociu.
-Hej mała- odrzekł wujek.
-Hej wujku.
Wujek był wyluzowanym kowbojem z Teksasu. Kochał konie i byki. Nosił kowbojski kapelusz i podobne buty. Wieczorem postanowili iść do teatru. Michele była u koleżanki, a Desmond na zawodach koszykarskich.
-Na pewno dasz sobie radę?
-Oczywiście. To tylko małe dziecko.
-No dobrze. Ale jakby coś się działo to dzwoń.
-Jasne. No, lećcie, bo się spóźnicie. Pa.
Po jakimś czasie, kiedy Alan spał, a ja oglądałam film, usłyszałam dzwonek do drzwi. Pewnie jak zwykle czegoś zapomnieli- pomyślałam. Ale nie tym razem...
-Michael...?
-Zanim zamkniesz drzwi to proszę cię. Porozmawiaj ze mną na spokojnie.
-Chyba nie mamy o czym rozmawiać...
-Naprawdę tak sądzisz? Ja jednak myślę, że mamy parę spraw do omówienia.
Usiedliśmy na kanapie i Mike złapał moje dłonie. Zabrałam je i skuliłam się z kolanami pod brodą. Spojrzał na mnie smutno.
-Ech. Przepraszam cię królewno. Nie chciałem, żeby to tak wyszło. Kiedy widziałem cię w tej sukience... Uczucia wzięły górę nad moim rozsądkiem. Byłaś wtedy taka piękna, roześmiana. Ale zrozumiałem swój błąd. I za to chcę cię przeprosić.
-Mike, bo ja...- nie dokończyłam.
Po chwili ciszy zapytał:
-Dlaczego uciekłaś?
-Spanikowałam. Myślałam, że nie zechcesz mnie już znać.
Ujął moją głowę w dłonie i spojrzał mi głęboko w oczy.
-Nigdy bym cię nie zostawił. Ja za to myślałem, że wyprzesz się mnie.
-Nie chciałabym tego.
-Ja również.
Po chwili milczenia dodałam:
-Zapomnijmy może o tym...
-Tak... tak chyba będzie najlepiej. Udawajmy, że nic się takiego nie stało.
-Zgoda.
-Mam tylko prośbę. Traktuj mnie tak jak wcześniej. Nie chcę wszystkiego przekreślić.
-Postaram się.
-Dziękuję.
Siedzieliśmy długo w ciszy, nie patrząc na siebie. Muszę mu to kiedyś powiedzieć.
-Mike?
-Tak?
-Posłuchaj. Bo ja... ja muszę ci coś powiedzieć.
-Słucham cię. Co takiego?
Okej Jessie. Teraz albo nigdy.
-Michael, bo ja...
Nagle do domu weszli ciocia z wujkiem i rodzice.
-O, a to właśnie jest przyjaciel Jessie. Witaj Mike. Co tu robisz?
-Wpadłem tylko porozmawiać z Jess.
-Może zostaniesz na kolacji?
-O nie. Ja właściwie...
-No jasne, że zostanie. To taki miły chłopak.
-Ale ja...
-Oj, nie przesadzaj. Zobaczysz, że będzie ci smakowało.
-Tylko, że...
-No to chodźmy jeść. Trochę tłuszczyku ci nie zaszkodzi- odrzekł wujek.
Kiedy wszyscy weszli do kuchni, ja i Mike zostaliśmy w salonie.
-Chyba tak łatwo stąd nie wyjdziesz- odrzekłam.
-Jessie! Michael!- usłyszeliśmy.
-Idziemy?- zapytał.
-Lepiej tak, bo ciocia robiła. Z nią lepiej nie zadzierać.
Wstałam i poprowadziłam go do kuchni. Po kolacji odprowadziłam Mika pod drzwi.
-Dobranoc...
-Dobranoc...
Popatrzyłam jak znika, przeskakując przez płot. Potem wróciłam do domu i położyłam się do łóżka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz