piątek, 14 marca 2014

Rozdział VIII

Rano otworzywszy oczy zobaczyłam Mika siedzącego na ziemi przy moim łóżku. Głaskał mnie delikatnie po głowie.
-Dzień dobry królewno.
-Mike?
-Twoja mama mnie wpuściła. Spałaś, nie miałem serca cię budzić.
-Naprawdę, nie musiałeś. A gdzie są wszyscy?
-Wyszli.
-Ale, że wszyscy?
-Tak, wszyscy.
-Nie wiesz, o której wrócą?
-Twoi rodzice wrócą koło szesnastej.
-Mhm.
Uśmiechnął się.
-Możemy się gdzieś przejść.
-Więc co proponujesz?
-Hmm... Może... nie mam pojęcia.
-Może zostańmy w domu i obejrzyjmy film.
-Zgoda. A jaki?
-Znasz "Titanica"?
-Nie wydaje mi się.
-W takim razie już wiesz, co obejrzymy.
Wstałam, ubrałam się, umyłam, uczesałam moje proste brązowe włosy i poszliśmy na śniadanie. Zrobiliśmy naleśniki. Oczywiście Michael swoje spalił.
-Kiedyś ci się uda- odrzekłam.
Usiedliśmy razem do stołu i zjedliśmy śniadanie. Potem usiedliśmy na kanapie i włączyłam film. Nie sądziłam, że mogę płakać piąty raz na tym samym filmie. Przytuliłam się do Michaela i płakałam w jego koszulę. On o dziwo też pociągał nosem.
-Ciiiii. Już wszystko dobrze- uspokajał mnie- To tylko film.
-Oparty na faktach- wymruczałam.
-Oł... Emm...
-Nic nie szkodzi.
Cmoknął mnie w czoło.
-Moja dzielna dziewczynka.
Przytuliłam się mocno do jego brzucha. Delikatnie głaskał moje plecy.
-Jess?
-Hm?- odrzekłam.
-Może przyniosę ci chusteczki? Albo ręcznik? Lub suszarkę?
Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że Mike miał mokrą całą koszulę.
-Przepraszam.
-To nic takiego. Nie przejmuj się, to tylko koszula.
-Chodź, znajdziemy ci nową.
Poszliśmy do pokoju Desmonda. Otworzyłam szafę i zaczęłam przeglądać jego rzeczy.
-O, a może ta?
Mike na moich oczach zdjął przemoczony materiał, ukazując boską klatkę piersiową. Aż przeszedł mnie dreszcz. Mam nadzieję, bo chyba nie było mi aż tak zimno. Kiedy ją założył okręcił się w kółko.
-I jak?
-Świetnie. Tylko... kołnierzyk.
Podeszłam do niego i zaczęłam mu go układać.
-O wiele lepiej, niż Desmond.
-Dziękuję.
Nagle zadzwonił telefon.
-Halo?- odrzekł Mike- Co?! Jak?! Kiedy?! Jak, u licha, udało wam się przypalić makaron?! Ale że straż?Pożarna?! Nie można was na pięć minut zostawić! Zaraz będę.
-Co się stało?
-Marlon w kuchni... Muszę lecieć.
-Może pójdę z tobą?
-Nie. Kuchnia się pali, a ja wolę, żebyś została.
-Jesteś pewien?
-Tak. Nie chcę, żeby coś ci się stało. Niedługo będę.
Po czym wybiegł. Po półgodzinie usłyszałam huk. Dom się zawalił. Jego szczątki płonęły. Kiedy weszłam na ich podwórko wszyscy tam stali. Wszyscy... oprócz Michaela.
-Gdzie Mike?!- zapytałam Janet.
-W środku.
-Jak to?!
-Został tam synek naszej sąsiadki. Michael poszedł go ratować.
Nagle w oknie go zobaczyłam. Był na samym dole i machał. Jego bracia podbiegli i zabrali chłopczyka. Nagle drugie piętro zwaliło mu się na głowę.
-Michael!- krzyknęłam.
Koło mnie przebiegł Luka i przecisnął się do domu. A raczej do tego, co z niego zostało... Po chwili przyjechała straż pożarna. Szukali ich przez jakiś czas. Nagle usłyszeliśmy szczekanie.
-To Luka!- zawołała Janet.
Strażacy wbiegli do domu i wyciągnęli nieprzytomnego Mika. Jeden z nich niósł Lukę. Na szczęście pies nie miał żadnych poważnych obrażeń. Mike wręcz przeciwnie. Podjechała też karetka. Wsiadłam z nimi i zaczęli go badać.
-Ma silne poparzenia. Na szczęście twarz nie ucierpiała. Ale rękę ma mocno poparzoną. Musimy ją zabandażować.
Lekarz zabrał się za Michaela. Po jakimś czasie postanowił, że nie trzeba go zabierać do szpitala, ponieważ stan nie zagraża jego życiu. Położyliśmy go w salonie w moim domu. Siedziałam z nim cały czas. W końcu otworzył oczy.
-Michael?
-Tak. Chyba tak. A mogę być kimś innym królewno?
-Mam nadzieję, że nie.
Kiedy spróbował się ruszyć, syknął z bólu.
-Spokojnie. Nie ruszaj się. Jesteś mocno poparzony.
-Jak bardzo?
-Noga, ręka i bok. Prawa jest złamana...
Mike odwrócił wzrok smutny.
-Wszystko będzie dobrze.
-Póki tu jesteś, to tak.
Złapałam jego dłoń.
-Zasługujesz na lepszego przyjaciela- odrzekł.
-Nawet tak nie mów. Dla mnie liczysz się tylko ty.
Przysiadłam na krawędzi kanapy, tak, żeby nie zrobić mu krzywdy.
-Jessie?
-Tak?
-Zostaniesz tu ze mną dzisiaj na dole?
Pokiwałam głową.
Położyłam się obok, a on przytulił się do moich pleców. I tak oboje zasnęliśmy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz