Tej nocy śnił mi się Michael. Był cały roześmiany i trzymał mnie za rękę. Nagle obudził mnie dzwonek.
-Halo- ziewnęłam.
-Dzień dobry królewno. Czas do szkoły.
-Michael, jest niedziela.
-A nie poniedziałek?
-Nie, poniedziałek jest jutro.
-Oj. Przepraszam cię.
-Już trudno. Co tam u ciebie?- zapytałam, zakładając szlafrok.
-Chciałem poprosić, żebyś poszła dzisiaj ze mną na trening.
-Trening?- powiedziałam z buzią pełną pasty do zębów.
-Tak, trening tańca. Muszę do nowej piosenki nauczyć się kroków. Wpadłbym po ciebie koło jakieś trzy godziny.
-O dwunastej?
-Właśnie.
-No okej. Niech ci będzie. Beze mnie chyba nie wiedziałbyś co zrobić.
-Wiedziałbym. A tak na marginesie. Jessie?
-Tak?
-Słodka piżamka.
Odwróciłam się. Balkon mój i Mika były naprzeciw siebie. Miałam go otwartego, więc wszystko widział. Spojrzałam na niego, założyłam ramiona na piersi i pokręciłam głową.
-Jesteś niemożliwy.
-Wiem. Ale serio słodko wyglądasz- uśmiechnął się.
Przewróciłam oczami. Nie daj mu się omamić. On tylko na to czeka.
-Czy pan jest jakimś zboczeńcem, Panie Jackson?
-Nic o tym nie wiem, a dlaczego tak sądzisz?
-No nie wiem. Może dlatego, że stoi Pan na balkonie i podgląda kobietę w piżamie?
-Wcale nie podglądam. Podziwiam widoki, a poza tym, jeżeli zobaczyłbym coś niestosownego, to odwróciłbym wzrok.
-Mhm. Tak, tak. Jasne- odrzekłam- Znam te twoje śpiewki.
-A poza tym znamy się od dzieciństwa. To, że widzę cię w piżamie, to chyba nie zboczenie, prawda?
-Chcesz się kłócić, Panie Prawniku?
Chwilę na mnie patrzył, po czym odrzekł:
-Może później, Pani Prokurator. Będę o dwunastej.
-Tylko się nie spóźnij- zażartowałam.
-Nie ma takiej opcji- zapewnił mnie.
Weszłam do pokoju i zaczęłam się ubierać. Wzięłam wygodne rzeczy, żeby jakby coś to pomóc Mikowi w rozgrzewce. W końcu usłyszałam pukanie do drzwi.
-Jessie! Michael przyszedł!
Zbiegłam po schodach i pojechaliśmy do studia tanecznego. Choreografka Michaela zaczęła go uczyć pierwszych kroków.
-Nie w prawo, tylko w lewo!- niecierpliwiła się.
Po następnych dwudziestu minutach musiała wyjść, bo nie miała już cierpliwości. Bałam się tylko, żeby się na niego nie rzuciła.
-Nie ogarniam tego.
Brałam kiedyś lekcje tańca, więc może mogłabym mu pomóc. Stanął obok mnie i zaczęłam wszystko mu powoli tłumaczyć.
-Zobacz, to łatwe. Najpierw do tyłu, a potem na ukos w lewo.
Szło mu coraz lepiej. Postanowiłam, żebyśmy zrobili to z muzyką. W połowie układu wpadłam na Mika. Złapał mnie, a nasze twarze były bardzo blisko siebie. Oboje byliśmy zdyszani, ale się uśmiechaliśmy.
-Wybacz, chyba znów pomyliłem kroki- uśmiechnął się.
Postawił mnie równo i odrzekłam:
-Spróbujmy jeszcze raz.
Tym razem poszło mu lepiej. Nie pomylił się ani razu.
-To co? Wracamy do domu, zanim ona wróci?
-Zgadzam się z tobą- powiedział.
Zebraliśmy swoje rzeczy i wróciliśmy spacerkiem do domu. Mike poszedł do siebie, a ja do siebie. Pod wieczór stałam sobie na balkonie, oglądając duży księżyc. Nagle za plecami usłyszałam:
-Śliczny jest.
Odwróciłam się napięcie. Stał tam Michael z rękami w kieszeniach i w błękitnej koszuli rozpiętej lekko na piersi. Loki delikatnie opadały mu na czoło.
-Zawsze musisz się tak zakradać?
-Nie zawsze, ale lubię to robić.
-Zauważyłam.
Stanął obok mnie i razem podziwialiśmy niebo. Nagle poczułam, jak jego dłoń łapie moją. Spojrzałem na niego, ale po chwili znów odwróciliśmy oboje wzrok na gwiazdy. Jego ręka była ciepła i delikatna. Ścisnęłam ją mocniej.
-Mam coś dla ciebie- odrzekł po chwili.
-Mike, rozmawialiśmy już o tym. Nie chcę od ciebie żadnych drogich prezentów.
-Nie tym razem. Chodź ze mną.
Powiódł mnie do swojej szopki na narzędzia. Kiedy zapalił światło, ujrzałam owczarka ze szczeniakami.
-To jest Luna. Znalazłem ją tu niedawno.
Widać było, że pieski miały już koło dwóch miesięcy. Michael wziął jednego i podał mi.
-Jaki słodki.
-Słodki i twój.
-Michael, ja... ja nie mogę go przyjąć.
-Proszę cię. Przynajmniej będziesz mnie pamiętała, jeżeli kiedyś wyjadę.
-Ja nie chcę, żebyś wyjeżdżał.
-Wiem królewno. Ja też nie. Ale proszę cię, weź go.
Po chwili zastanowienia pokiwałam głową. Potem Mike odprowadził mnie do domu.
-No to dobranoc królewno. Trzymaj się maluchu- odrzekł głaskając psa.
-Dobranoc Mike- cmoknęłam go w policzek- I dziękuję.
-Nie ma za co.
Weszłam do domu. Serce biło mi szybko jak cholera.
-Uuuuu. Widzę tu mały romansik- odrzekła Michele.
-O czym ty mówisz? Wcale nie.
-Ślepa jesteś? Przecież on się na ciebie patrzy jak w telewizor.
-Chciałabyś.
-Okej. Nie wierzysz, trudno. Ale to już nie mój problem.
Przewróciłam oczami i poszłam pokazać mamie Lukę. Tak go nazwałam.
-Słodki. Od Michaela?
-Tak.
-Mhmmm. No dobrze. Widzę, że jesteś zmęczona. Idź się połóż.
Wzięłam pieska ze sobą i zasnęłam śniąc o Michaelu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz