niedziela, 2 marca 2014

Rozdział II

Kiedy otworzyłam oczy byliśmy jeszcze w aucie, a ja opierałam się głową o ramię Mika. Nie wiedzieć skąd byłam przykryta ciepłym kocem. Michael miał twardy sen. Kiedyś próbowałam go obudzić, to nie obyło się bez wiadra wody. Cicho zaczęłam mu się przyglądać. Jego czarne loki lekko opadały mu na czoło. Jego oddech był miarowy i spokojny. Widziałam, jak jego klatka piersiowa unosi się i opada. Nagle otworzył oczy. Zarumieniłam się i odwróciłam szybko wzrok.
-Dzień dobry- odrzekł uśmiechnięty.
-Cześć...- szepnęłam nieśmiało.
Rozejrzał się za oknem.
-Niedługo powinniśmy być na miejscu.
Widział, że jestem onieśmielona. Ujął moją brodę i obrócił mi głowę tak, żebym spojrzała mu w oczy.
-Ej, wszystko w porządku?
-Tak, tylko... nie mogę się już doczekać.
-Ja też.
Och, Mike. Gdybyś wiedział co czuję.
-Wieczorem pójdziemy pozwiedzać okolicę, co ty na to?- powiedział uśmiechając się.
-Z chęcią.
W końcu dojechaliśmy. Cała siódemka wyszła z auta. Mike i jego bracia zaprowadzili nas do hotelu. Mieliśmy wynajęte cztery pokoje. W jednym Tito i Jackie, w drugim Jermaine i Marlon, a w trzecim Mike i Desmond. Ja miałam pokój sama. Dokładnie za ścianą był Michael. Po obiedzie poszliśmy do studia nagraniowego. Czekał tam na nich producent. Mówili na niego Rose.
-Cześć chłopaki. Witam was w naszym studio.
-Dziękujemy Rose- odrzekł Marlon.
-Możecie się rozejrzeć, a jutro zaczniemy już nagrywać.
Rozdzieliliśmy się na grupki. Ja jak zwykle poszłam z Michaelem.
-Hmmm. Charakteryzatornia- odrzekł z niecnym uśmiechem.
Weszliśmy tam. Mike zaczął zakładać różne maski. Założył maskę wilkołaka. Zaczął mnie ganiać po całym pokoju. W końcu zagonił mnie pod ścianę i złapał w pasie. Staliśmy twarzą w twarz. Zdjęłam mu maskę. Zdyszany i uśmiechnięty patrzył bez słowa w moje niebieskie oczy. Odgarnął mi moje brązowe proste włosy z twarzy i pogłaskał kciukiem po policzku. Nagle do pokoju wszedł Desmond. Szybko od siebie odskoczyliśmy.
-Tu jeszcze nie byłem- powiedział do siebie.
Chyba nas nie zauważył, bo staliśmy w cieniu w kącie. Kiedy pochylił się nad skrzynią, razem z Mikiem przeszliśmy cicho za jego plecami. Uciekliśmy śmiejąc się. Pod wieczór Michael odrzekł:
-Idziemy pozwiedzać okolicę? Tak jak ci obiecałem.
Pokiwałam głową. Podał mi ramię. Wyszliśmy na dwór. Mike otulił mnie swoją kurtką. Poszliśmy do parku i usiedliśmy na skraju fontanny.
-Może to nie jest nasze jeziorko, ale jednak woda.
-Posiedziałabym na łące nad nim.
-Ja też królewno, ja też.
Mike często nazywał mnie królewną. Po chwili wróciliśmy do hotelu. Odprowadził mnie pod drzwi. Złapał moje dłonie i powiedział:
-Śpij dobrze królewno.
-Ty też.
-Dobranoc- odrzekł całując mnie w czoło.
-Dobranoc.
Wzięłam prysznic i zasnęłam. Jacksonowie szybko nagrali płytę i wróciliśmy do domu. Nic ciekawego tam nie było. Niedługo będą moje urodziny. Pozapraszałam znajomych i oczywiście Mika. Bez niego nie było imprezy. Przynajmniej dla mnie. Rodzice zostawili mi cały dom na noc. Obowiązywał luźny strój i brak prezentów. Mike przyszedł jako ostatni. Miał na sobie spodnie od garnituru i niebieską koszulę.
-Nie spóźniłem się?- zapytał.
-Jesteś w sam raz.
Kiedy wszedł podał mi małe pudełeczko.
-Mówiłam, że masz mi nic nie kupować.
-Uznaj, że to prezent, ale nie na urodziny.
Przewróciłam oczami i otworzyłam paczuszkę. Był w niej śliczny wisiorek. Mike wyjął go.
-Czy mogę?
Odwróciłam się i odgarnęłam włosy z karku.
-Gotowe.
Na zawieszce było napisane "M&J". Michael i Jessie- pomyślałam.
-Podoba ci się?
-Jest piękny. Dziękuję.
Przytuliłam go i cmoknęłam w policzek. Na chwilę zesztywniał, ale nie na długo. Potem oboje poszliśmy do kuchni. Jake i Chris już bili się bitą śmietaną.
-Tort już gotowy- odrzekli, kiedy weszłam.
W salonie poodsuwaliśmy meble, żeby zrobić miejsce na tańce. Tak jak się spodziewałam zaczęliśmy oglądać film. Siedziałam obok Mika na kanapie. Potem puściliśmy powolną muzykę.
-Mogę prosić?- zapytał Brandon.
Zarumieniłam się lekko, ale zgodziłam się. Położyłam ręce na jego karku i zaczęliśmy kołysać się do muzyki. Potem poprosił mnie Chris, Drake, Jake, Kenny i Axl. Po tańcach było już późno, więc zjedliśmy tort i wszyscy poszli do domu. Wszyscy... oprócz Michaela.
-Teraz chyba moja kolej- wyciągnął rękę.
Ujęłam ją lekko i zaczęliśmy się bujać. Oparłam głowę na jego ramieniu.
-Miło- szepnął.
-Zgadzam się.
Po piosence skłonił mi się, ja zrobiłam to samo.
-Kurczę. Muszę posprzątać zanim wrócą rodzice.
-Pomogę ci.
-Nie ma mowy Michael. Siadaj na kanapie.
-Żartujesz? Nie mam zamiaru.
-Panie Jackson. Proszę usiąść i zostawić mi wszystko.
-Panno Morgan, proszę się nie kłócić.
-Ale...
-Żadnych ale, królewno. Bierzmy się za sprzątanie.
Zaczęliśmy od kuchni. Było jakoś smętnie, więc Mike włączył radio. Akurat leciało "Hollywood Tonight". Świetnie nam się do tego pracowało. Razem tańczyliśmy i śpiewaliśmy roześmiani. Widać było, że jest w swoim żywiole. Ja wolałam pisać wiersze, piosenki, a czasem od biedy nawet coś narysować. Nie miałam jakiegoś talentu plastycznego, ale Michael uparcie twierdził, że moje prace mu się podobają. Lubił siedzieć ze mną na łące i słuchać moich wierszy. Czasem pomagałam mu z piosenkami, kiedy go zatkało. Chodziliśmy razem do tej samej szkoły. Odprowadziłam Mika do drzwi i położyłam się spać, bo jutro mam egzamin. Rano obudziłam się, wzięłam torbę i razem z Michaelem poszliśmy do szkoły. Parę minut przed dzwonkiem odprowadził mnie pod klasę.
-Stresuję się.
-Będzie dobrze- pocieszał mnie- Jesteś mądrą, śliczną dziewczyną. Co może pójść nie tak?
-Mogę zawalić.
-Nie, nie możesz. Wierzę w ciebie.
Zadzwonił dzwonek. Cmoknął mnie w policzek.
-Powodzenia królewno.
-Dzięki.
-Wpadnę po ciebie po tej lekcji.
-Okej. Cześć.
Byłam cholernie zestresowana. Potarłam wisiorem od Michaela i weszłam z innymi do sali...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz