niedziela, 9 marca 2014

Rozdział V

Obudził mnie pisk Luki.
-Hej piesku. Jak się masz?
Szczeknął i pomerdał ogonkiem. Założyłam szlafrok i zeszłam na dół na śniadanie przeciągając się.  Zastygłam w miejscu, bo zamiast rodziców, to w kuchni przy kuchence stał Michael. Uśmiechnął się słodko i powiedział:
-Dzień dobry. Jak się spało?
-Dobrze. A ty... co tu robisz?
-Twoi rodzice poprosili mnie, żebym przyszedł i spędził z tobą dzień, bo pojechali do ciotki Millie. Podobno się rozchorowała.
Spojrzałam na niego podejrzliwie i usiadłam przy stole. Podał mi świeże naleśniki i zasiadł naprzeciwko mnie. Podpadł głowę na ręce i uważnie mi się przyglądał.
-Smakuje?
-Owszem- odrzekłam mu bez jakichkolwiek emocji.
-Wszystko gra?
Nie mogłam mu powiedzieć, że się w nim zakochałam. Zaraz wszystko runęło by w gruzach. Nasza przyjaźń, moje szczęście i wszytko inne. To zbyt ryzykowne. Nie, jeszcze nie teraz. Może kiedyś.
-Tak. Wszystko w porządku.
Złapał moja dłoń i potarł ją kciukiem. Uśmiechnęłam się tak jak tylko mogłam. Zauważył, że robię to z przymusu, ale nie chciał naciskać. Byłam mu za to wdzięczna. Nie był natrętny, ani nachalny. To jedna z cech, które w nim kochałam.
-To co masz zamiar dzisiaj robić?
-Wypożyczyłem nowy film. Możemy go obejrzeć.
Tak jak się spodziewałam wybrał horror. Nie przepadałam za krwawymi i strasznymi scenami. Ale jednej rzeczy byłam ciekawa - gdzie jest Michele i Desmond?
-A gdzie się podziałów moje kochane rodzeństwo?
-Pojechali razem z nimi. Będą tam do jutra wieczora.
-Czyli rozumiem, że mam wolną chatę?
-Niezupełnie. Ja tu będę, więc musisz być grzeczna królewno.
Pod wieczór położyliśmy się z Mikiem na kanapie w salonie i włączyliśmy film. Kiedy było coś strasznego, to tuliłam się do niego jak małe dziecko. Czasem całował mnie w czoło i uspokajał.
-Ciiiiii. Wszystko gra. To tylko film.
W końcu przytuliłam się do jego ciepłej piersi i zasnęłam. Obudziwszy się rano stwierdziłam, że leżałam na Michaelu. Wkrótce on także otworzył oczy. Pocałował mnie w czoło i odrzekł:
-Hej. Jak się spało?
-Dobrze, a tobie?
-Lepiej dawno nie spałem.
Zarumieniłam się i wstałam. Założywszy szlafrok poszłam do kuchni i zaczęłam robić herbatę. Po chwili przyszedł do mnie Michael, złapał mnie w pasie i pogłaskał po policzku. Serce zaczęło bić mi coraz szybciej.
-Jessie. Muszę ci coś powiedzieć... Bo ja... Się chyba w tobie... Zakochałem...- odrzekł nieśmiało.
Spojrzałam na niego. Miał spuszczoną głowę w dół. Podniosłam jego wzrok, ujmując jego podbródek.
-Michael. Bo... Ja też cię kocham.
Rozpromienił się od razu.
-Naprawdę?
Pokiwałam głową. Mike uśmiechnął się i przytuliliśmy się do siebie czołami.
-Powiem ci szczerzę, że zakochałem się w tobie w wieku dwudziestu lat.
-Długo cię trzyma- uśmiechnęłam się.
-Wcale nie narzekam.
Potarł się ze mną nosami i złapał moje dłonie. Nagle zadzwonił telefon.
-Halo?
-Jessie. Ciocia Millie przyjedzie do nas dzisiaj. Zostanie tu ze swoją córką Kate przez tydzień-odrzekła mama.
Westchnęłam. Kate strasznie zarywała do każdego chłopaka. Miała w prawdzie tylko osiemnaście lat, ale i tak jej nie lubiłam. Bałam się tylko o Michaela.
-A jak radzi sobie Mike?- zapytała.
-Dobrze. A wręcz świetnie.
-To my niedługo będziemy. Do zobaczenia.
-Pa.
Kiedy odwróciłam się do tyłu, Mike uśmiechnął się i powiedział:
-Czyli mamy jeszcze trochę czasu dla siebie?
-Tak, ale uważaj na moją kuzynkę Kate. Może cię podrywać.
-Nie martw się. Już mam swoją królewnę.
Zarumieniłam się i cmoknęłam go w policzek. Wieczorem przyjechali. Mama pozwoliła, żeby Mike u nas spał. Kiedy tylko Kate weszła do domu, to zaczęła przymilać się do mojego chłopaka. Mike oczywiście śmiał się z tego i był zainteresowany tylko mną. Słodki jest.
-Więc jesteś piosenkarzem, tak?- zapytała robiąc wielkie oczy i trzepocząc rzęsami.
-Zgadza się.
-Łaaał. Super.
Cicho śmiałam się w duchu, bo świetnie wiedziałam, że Kate nie ma szans. Wyglądałam na nich z kuchni i chichotałam. Biedna Kate. Wtem przyszedł do mnie Michael.
-Już skończyliście?- zapytałam.
-Zrobiliśmy małą przerwę. A ty co robisz królewno?
-Kakao.
-Brzmi słodko.
-Chcesz spróbować?
Mike wziął ode mnie łyka.
-Dobre?
-Bardzo.
Nagle do kuchni weszła mama. Szybko się od siebie odsunęliśmy.
-Co robicie?
-Pijemy kakao.
-Jessie. Uszykuj potem Michaelowi pościel.
-Dobrze mamo.
Potem weszła ciocia.
-Ojej. Widzę, że tu jakieś romanse się odbywają.
-Co? My... Nie... Znaczy... My tylko kakao...- zaczęliśmy się tłumaczyć.
-Żartowałam. Pasowalibyście do siebie.
-Już nie raz jej to mówiłam. Ale ona oczywiście swoje, że Michael to przyjaciel, że nie chce zepsuć ich przyjaźni i tak dalej.
-Kochanie, to że się w kimś zakochasz i będziecie razem, to nie znaczy, że zaraz zniszczysz więź, która was łączy. Jeżeli naprawdę komuś na tobie zależy, to będzie trwał przy tobie dzień i noc.
Nagle poczułam, jak Mike łapie mnie po kryjomu za rękę. Zerknęłam na niego. Wiedziałam, że nigdy mnie nie opuści.
-Mamo! Ten telewizor nie ma podłączenia do internetu!- krzyczała Kate.
Mama i ciocia poszły do salonu.
-Blisko było- odetchnęłam.
-I to jak.
-Może narazie im nie mówmy.
-Może lepiej nie.
-Jessie!- wołała Kate.
-Lepiej do niej chodźmy bo jeszcze oszaleje- zaśmiałam się.
-Czyżbym wyczuwał u ciebię nutkę zażenowania?
-U mnie? Nie, gdzie tam.
-Nie, wcale.
Zaśmiałam się. Usiedliśmy na kanapie i przykryliśmy się jednym kocem.
-No nareszcie! Ile można czekać?
Odrzekła i usiadła blisko Michaela. Ten przysunął się do mnie jeszcze bliżej. Kate była wyraźnie niepocieszona. Oparłam się Mikowi o pierś i zaczęliśmy oglądać film.
-Wy jesteście razem?- zapytała.
-Co? My... Nie...
-Na pewno?
-Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Widzisz, żebyśmy się obściskiwali, czy coś?
-W sumie nie.
-Właśnie.
Usłyszałam stłumiony śmiech Mika. Kiedy Kate zasnęła usiadłam mu na kolanach. Włożył mi rękę pod koszulkę i zaczął muskać moje plecy palcami.
-Kocham cię- powiedział.
-Ja też cię kocham.
Zachciało mi się pozwierzać.
-Wiesz... Już od dawna chciałam ci powiedzieć, że coś do ciebie czuję, ale się bałam. Nie chciałam, żebyś odszedł.
-Nawet, gdybym ja nic do ciebie nie czuł, to i tak nigdy bym cię nie opuścił. Ale kocham cię i nigdy nie zostawię.
Głos w głowie krzyczał mi "Pocałuj go!". Jeszcze się nie całowaliśmy i miałam pewne obawy. Kiedyś w końcu musi być ten pierwszy raz. Położyłam ręce na jego ramionach i podciągnęłam się do góry. Spojrzawszy mu w oczy usłyszałam:
-Nie wiem, jak to będzie.
-Ja też nie.
-Boisz się?
Pokiwałam lekko głową.
-To co? Na trzy?
-Zgoda.
-Raz... Dwa... Trzy...
Wzięliśmy się w garść i mocno przytuliliśmy nasze usta. Najpierw byliśmy spięci, ale potem poczuliśmy wielką radość i ulgę. Zrobiliśmy to śmielej. Tym razem poszło lepiej.
-Nie było źle.
-Było świetnie- odrzekł.
-Nie pochlebiaj sobie.
Zaśmialiśmy się. Nagle Kate zaczęła się wiercić.
-Może lepiej zaniosę ją do pokoju?
-Ale szybko.
Mike wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju gościnnego. Niedługo później wrócił. Położyłam się obok niego i oboje zasnęliśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz