poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział VI

Otworzywszy oczy uświadomiłam sobie, że to tylko sen. Obok mnie leżał Luka. Zeszłam na śniadanie.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry córeczko. Kawy?
-Poproszę.
Nagle zadzwonił telefon. Michele poszła odebrać.
-Jessie! Michael dzwoni!
Wzięłam od niej słuchawkę.
-Mike?
-Cześć Jess. Mam do ciebie jedną prośbę.
-Już się boję. No dawaj.
-Pójdziesz ze mną do galerii?
-Do galerii? Dobrze się czujesz? Zawsze jak razem szliśmy to jęczałeś, że chcesz już wracać.
-Tak, ale teraz chodzi o Janet. Ma urodziny i chcę jej kupić sukienkę, ale nie znam się na tych sprawach. Chciałem, żebyś mi pomogła.
-Niech ci będzie. To o której po mnie wpadniesz?
-Mogę być nawet już.
-Spokojnie. Za dwie godziny?
-To do zobaczenia- wyczułam, że się uśmiecha.
Dokończyłam śniadanie, ubrałam się i czekałam na Mika. Zaczęłam powoli zasypiać. Obudziłam się, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. On nie może mnie zobaczyć w takim zaspanym stanie. Szybko poprawiłam włosy i zmieniłam koszulkę. Kiedy otworzyłam drzwi Mike uśmiechnął się do mnie.
-Spałaś- odrzekł.
-Co? Ja... Nie... Ech, no dobra. Spałam.
-Przede mną tego nie ukryjesz. Chodź tu.
Michael zaczął układać moje proste, ciemnobrązowe włosy. Potem spojrzał mi w oczy. Zobaczyłam w nich małe iskierki, tańczące w kółko. Nie mogliśmy się od siebie oderwać. Poczułam ciepłą dłoń na moim policzku.
-Jessie, ja...
Nagle z mojego domu wyszła Michele. Szybko od siebie odskoczyliśmy i Mike otworzył mi drzwi auta. Pojechaliśmy do galerii.
-Wiesz co chcesz jej kupić?
-Nie mam zielonego pojęcia, dlatego poprosiłem ciebie.
-Hm. Jakoś mnie to nie dziwi.
Potarł moją dłoń. Kiedy dojechaliśmy Mike i ja zaczęliśmy wędrować po sklepach.
-A może ta?- pokazał mi czerwoną suknię.
-Wyobraź ją sobie w tym.
Westchnął zniechęcony.
-Ja już sam nie wiem. Musiałbym ją w tym zobaczyć.
Nagle go oświeciło.
-Ubierz ją.
-Słucham?!
-Ubierz ją, to wtedy będzie łatwiej nam to ocenić.
-Mike, ja w sukience? Żartujesz?
-Nie. Nie żartuję.
Spojrzałam na niego i z westchnieniem wzięłam sukienkę. Poszłam do przebieralni i zaczęłam ją zakładać. Na szczęście ja i Janet nosiłyśmy ten sam rozmiar.
-Mike?
-Tak?
-Zapniesz mnie?
Kątem oka zobaczyłam, jak zasłona się porusza. Poczułam na plecach ciepłe palce Michaela.
-Gotowe.
Odwróciłam się. Zmierzył mnie wzrokiem.
-Łał. Jesteś... przepiękna.
Zarumieniłam się i to mocno.
-Przestań. Zawstydzasz mnie.
-Może o to mi właśnie chodziło?- powiedział czule.
Podszedł do mnie jeszcze bliżej i spojrzawszy mi głęboko w oczy uśmiechnął się ukazując swoje białe perełki.
-Może miałem cię onieśmielić?
-Jeżeli tak, to ci się udało.
Nagle za szybą zobaczyłam La Toyę. Weszła do nas, a my szybko się od siebie odsunęliśmy.
-Co robicie?
-Wybieramy sukienkę dla Janet- odrzekł Mike- Co sądzisz o tej?
Pokazał na mnie. La Toya odrzekła:
-Na tobie lepiej to leży, niż leżałoby na Janet, Jessie.
Zaśmiałam się. Sukienki? Na mnie?
-Tak, ale ja nie noszę sukienek. W każdym razie nie za często.
-Dlaczego?
-Nie wyglądam w nich dobrze.
Mike podszedł, złapał mnie delikatnie za ramiona i odrzekł groźnie:
-Jeszcze raz tak powiesz, a nie uciekniesz łaskotkom królewno. Wyglądasz pięknie. Jesteś piękna.
Przez chwilę patrzyliśmy na siebie, po czym La Toya przerwała nam te niezręczną sytuację.
-Michael, spokojnie. Nie możesz jej zmusić do noszenia sukni.
Przez chwilę wydawało mi się jakbym usłyszała u niego coś w stylu "A szkoda". Kazali mi przymierzać jeszcze kilka sukienek, co Mike oglądał z radością, po czym wybraliśmy jedną i wróciliśmy do domu. Powlokłam się do domu i opadłam zmęczona na kanapę. Kiedy tylko zamknęłam oczy zadzwonił telefon.
-Halo?
-To ja.
-Michael? Przecież widzieliśmy się... dwie minuty temu.
-Tak, ale chwila bez ciebie to udręka. Ale przechodząc do sedna: Czy poszłabyś ze mną na urodziny Janet?
-Ja i ty?
-Tak...
-Jasne, w sumie, czemu nie?
-Świetnie. Są jutro o siedemnastej. Wpadnę po ciebie. Ubierz się w sukienkę- usłyszałam cichy śmiech.
-Robisz to specjalnie, prawda?
-Ja? Skądże znowu?
-Już ja cię znam złośliwcze.
Zaśmialiśmy się.
-Miłych snów królewno.
-Tobie też. Dobranoc Mike.
-Dobranoc.
Serce biło mi jak oszalałe. Jezu, nawet, kiedy z nim rozmawiam, to nie mogę się opanować. Muszę coś z tym zrobić. Kiedy będzie zaczynał prawić mi komplementy, albo coś, to muszę szybko zmienić temat. "Ślicznie wyglądasz", "Ładna pogoda, prawda?". Nie, to głupie. Ale w sumie może się udać. Następnego dnia wyszykowałam się, umalowałam skromnie i uczesałam. Właśnie w tym momencie przyszedł Michael. Miał na sobie jasne jeansy i koszulę. Kiedy mnie zobaczył zrobił wielkie oczy.
-Łał, wyglądasz nieziemsko.
-Dziękuję. Ty również. To co? Idziemy?
Podał mi ramię.
-Idziemy.
Kiedy weszliśmy do domu Janet podbiegła do mnie i mocno uściskała.
-Cieszę się, że jesteś.
-Ja też. Wszystkiego naj.
-Dziękuję. Usiądźcie w salonie, a ja zaraz dołączę.
Siedziała tam już przyjaciółka Janet ze swoim mężem. Przedstawiliśmy się i zaczęliśmy gawędzić. Tak jak się obawiałam padło to jedno zasadnicze pytanie:
-Jesteście razem?
Zesztywnieliśmy i spojrzeliśmy na siebie. Za nic nie wiedziałam co odpowiedzieć. Na szczęście Michael zrobił to za mnie.
-Jessie to królewna, którą szanuję i zawsze przy niej będę niezależnie od naszych relacji- mrugnął do mnie.
-Ślicznie to powiedziałeś- odrzekła Agnes.
-Dziękuję.
Wtedy przyszła Janet.
-Pasowaliby do siebie, prawda?- zapytała ją.
-Od dawna to Mikowi mówiłam, ale uparcie twierdził, że nie chce zepsuć tego, co już między nimi jest. Nie ryzykował- powiedziała Janet.
Mike zrobił się cały czerwony.
-Michael ciągle opowiada o Jessie. Mówi, że jest piękna, utalentowana, mądra, kochana, zabawna i wyjątkowa.
Ukrył twarz w dłoniach.
-O Jezu...- szepnął do siebie.
-A ostatnio nawet...
-Jessie, przejdźmy się do ogrodu, co ty na to?- przerwał jej.
Pokiwałam głową. Wziął mnie za rękę i wyszliśmy na zewnątrz. Mike oparł się plecami o płot.
-Przepraszam cię za nią.
-Nie masz za co. Rozumiem co to znaczy mieć siostrę.
Uśmiechnął się do mnie. Złapał moją dłoń i zaczął bawić się moimi palcami.
-Czasem czuję, że mam tylko ciebie. Gdyby nie ty, to byłbym najsamotniejszym człowiekiem na ziemi.
-Zawsze będę blisko ciebie- odrzekłam podnosząc jego wzrok, kładąc mu dłoń na policzku.
Po chwili ciszy szepnął niepewnie:
-Kocham cię.
-Co powiedziałeś?- nie dowierzałam.
Zanim zdążyłam zareagować, Mike złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie gwałtownie. Wszystkie moje neurony wystrzeliły w jednej chwili. Wreszcie mogłam przekazać mu, co czuję. Gdyby nie to, że otrzeźwiałam. Wyrwałam się z jego uścisku.
-Coś się stało?- zapytał.
-Mike, przepraszam, ja... muszę już iść. Wybacz.
Pobiegłam do domu. Za plecami słyszałam tylko jego głos, wykrzykujący moje imię.
-Jessie, poczekaj!
Zignorowałam to. Wbiegłam do domu i rzuciłam się na łóżko, zamykając pokój i blokując go krzesłem. Teraz jestem tylko ja i otaczająca mnie ciemność. Nie wiem, co będzie dalej, ale chyba nie chcę się tego dowiedzieć. Przynajmniej na razie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz